




25 sierpnia zaczalem i 6 czerwca koncze :)
Szkola tu wyglada zupelnie inaczej. Kazdy dzien wyglada tak samo. Wstaje o 5 40 biore prysznic, sniadanie i lece na autobus. 7 30 zaczynaja sie lekcje. Pierwsza mam fizyke. Do poki przeliczamy jednostki to sobie radze :P 49 (nie wiem czemu 49 O.o) minut lekcji i lece na niemiecki, ktory wzialem chyba dla rekreacji, bo zaczelismy od guten morgen, a na ostatniej lekcji kolorowalismy mape Niemiec xP lubie ten niemiecki ;P Kolejna lekcja to angielski. Nauczycielka jest wyrozumiala, mloda i ladna ;P Mowi wyraznie, takze narazie sobie radze. Boje sie testow O.O Potem mam informatyke, na ktorej jak sie okazalo nie programujemy w c++ tylko tworzymy strony internetowe... ale jak na moj angielski to i tak za duzo. Nastepna jest historia stanow. I to jest koszmar. To jedyny przedmiot na ktorym nie rozumiem ANI JEDNEGO slowa z tego co mowi nauczycielka. Siedzialem przez tydzien i spisywalem to co bylo na tablicy (czyli skrawki informacji) do piatku. W piatek byl 'quiz'. Moglismy korzystac z notatek tylko, ze jak sie praktycznie nic nie zanotowalo to... nie napisalem ani jednego slowa na 'quizie' xP Poszedlem po lekcji do nauczycielki i przyznalem sie, ze jestem nietutejszy i troche za szybko jak dla mnie nawija... powiedziala, ze to przemysli. Potem mam algebre, na ktorej odpoczywam po historii. Potwierdzam stereotyp, ze amerykanie nie sa zbyt blyskotliwi jezeli chodzi o matme w szkole sredniej. Mam najwyzszy poziom matmy jaki mozna miec w moim stopniu i robie to co robilem w 2 gimnazjum (apropo: jestem juniorem na 11 stopniu - potem jest sie seniorem, a potem idzie sie na studia). Jakby nasza kochana nauczycielka matematyki wziela sie za tych orlow.. loo xP. Nastepnie lece na basenik!!! luchu!!! To jest godzina totalnego wycisku (jeszcze tak ostro nigdy nie plywalem). Wracam ze szkoly przez to totalnie wypompowany i mam zakwasy. Ale w poniedzialek amerykance maja cos jak dzien pracy wiec mam 3 dni wstawania o 9 ;). Szkola jest przeogromna. 3400 uczniow. Codziennie przechodze z klasy do szafki i do klasy (a klas jest cos kolo 450) jakies bez przesady 3 km O.o Jest w miare nowa (8 lat) schludna i ladna.
Juz sie powoli zadomawiam. Skrepowanie w poruszaniu sie po domu mi minelo xP Z rodzinka kontakt mam bardzo dobry (w sumie to nawet jakbym chcial to sie z nimi nie posprzeczam... chyba ze po polsku ;P). A! bylem w Hosuton w muzeum nauki. Fajnie. Duzo wszystkiego w jednym miejscu. Podobalo mi sie martwe zoo (powypychane zwierzaki-ale mi bateria siadla w aparacie) i pomieszczenie wysokie tak na 3 pietra i o srednicy tak 30 m z motylami. (tak na oko) tysiace motyli latajace luzem. Siadaly na ludziach i w ogole byly wszedzie naokolo. Czadzior ;)
Jutro natomiast ide na mecz baseball'u :D Astors to nasza druzyna. To bedzie cos ;)
P.S. Jak sie okazalo Chuck Norris ma rancho jakies 70km z miejsca, w ktorym mieszkam! xP
Zdjecia:
1. Klein Collins High School od frontu.
2. To cos siedzialo w dziale historii ameryki - fajne :D
3. Taki basenik opodal mojego domu sie miesci - 4free :)
4. Stolowka
5. Hol glowny, pietro 2
6. Bilbioteka szkolna
7. Allison, ja i mamut
8. Filip i kosciotrup ;)
9. Jeden z motyli.
10. Jeden z motyli plus Filip
11. 3 rodzenstwa, ja i larwa ;P
